Do tego meczu obie ekipy przystępowały z nożem na gardle. Wrocławianie za wszelką cenę chcieli odskoczyć na dobre od strefy spadkowej, natomiast Widzewiacy się z niej wydostać. Po burzliwej końcówce zespoły podzieliły się punktami, co pozostawia dla jednych i drugich spory niedosyt.
Spotkanie od pierwszej minuty było niezwykle wyrównane. Obie drużyny wyszły na parkiet z jasno określonym celem – zgarnięciem pełnej puli. Widzewiacy, niesieni dopingiem łódzkich trybun, od początku starali się narzucić swój styl gry, jednak goście z Wrocławia umiejętnie przerywali ataki gospodarzy.
Impas przełamano dopiero w 15. minucie. Dmytro Rybitskyi mocno wstrzelił piłkę w pole karne, co przełożyło się na trafienie samobójcze Maimona. Śląsk nie złożył broni i szybko odpowiedział. Widzewiacy nie poradzili sobie z wysokim pressingiem rywali, a futsalówkę, z najbliższej odległości wpakował do siatki Joselito. Gdy wydawało się, że zespoły zejdą na przerwę przy wyniku 1:1, Łodzianie skutecznie rozegrali stały fragment gry. Znów mocno piłkę wstrzelił Rybitskyi, a sprytem wykazał się Filip Marton i Widzew wyszedł na prowadzenie w 20. minucie.
Początek drugiej odsłony stał pod znakiem ataków gości. Wrocławianie kilkukrotnie zmusili do interwencji Michala Hulę, choć gra defensywna czerwono-biało-czerwonych prezentowała się naprawdę nieźle. Niesieni fantastycznym dopingiem Widzewiacy starali się kontrować rywali, aż jedna z nich przyniosła sukces. Jefferson Ortiz najpierw pięknym rajdem minął obrońców gości a później z pomocą kolegów, na raty, wbił piłkę do siatki. W 26. minucie wydawało się, że gospodarze mają spotkanie pod kontrolą. Choć Śląsk szukał swoich szans, nie mógł sforsować linii obronnej gospodarzy. A nawet, gdy to się udawało, na posterunku stał bramkarz czerwono-biało-czerwonych.
Kluczowa okazała się końcówka. Wrocławianie zdecydowali się na grę bez bramkarza, tym samym wprowadzając dodatkowego zawodnika z pola. Zaskoczyło to Widewiaków, bo chwilę później Joselito znów skarcił Widzew i w 38. minucie zrobiło się nerwowo. Podrażnieni Łodzianie chcieli odpowiedzieć, ale kolejny raz w tym sezonie zabrakło im szczęścia. Po strzale Sebastiana Baco piłka zatrzymała się na słupku. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić - wiemy to nie od dzisiaj. 57 sekund przed końcowa syreną Lion Ribeiro znalazł się sam na sam z Hulą i wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.
W ciągu ostatniej minuty żadnej ze stron nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zdecydowanie to Widzewiacy mogą czuć większy niedosyt. Na 3 minuty przed końcem, ze wsparciem kibiców, prowadzili 3:1 z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie w FOGO Futsal Ekstraklasie. Ponownie zabrakło koncentracji i efektem tego jest tylko jeden punkt. Choć szanować go trzeba, bo w ostatecznym rozrachunku może się okazać niezbędny.
Widzew Łódx Futsal - Jaxan Śląsk Wrocław 3:3 (2:1)
Gole: Maimon 15 (s.), Joselito 17, Marton 20, Ortiz 26, Joselito 38, Ribeiro 40
Widzew Łódź Futsal wspiera Miasto Łódź
Sponsorem Strategicznym sekcji jest ERBI Group
Sponsorem Głównym drużyny jest Panattoni