Widzew Łódź Futsal - Oficjalna Strona

Remis, który nikogo nie zadowala

2 godziny temu | 14.03.2026, 21:31
Remis, który nikogo nie zadowala

Do tego meczu obie ekipy przystępowały z nożem na gardle. Wrocławianie za wszelką cenę chcieli odskoczyć na dobre od strefy spadkowej, natomiast Widzewiacy się z niej wydostać. Po burzliwej końcówce zespoły podzieliły się punktami, co pozostawia dla jednych i drugich spory niedosyt.

Spotkanie od pierwszej minuty było niezwykle wyrównane. Obie drużyny wyszły na parkiet z jasno określonym celem – zgarnięciem pełnej puli. Widzewiacy, niesieni dopingiem łódzkich trybun, od początku starali się narzucić swój styl gry, jednak goście z Wrocławia umiejętnie przerywali ataki gospodarzy.

Impas przełamano dopiero w 15. minucie. Dmytro Rybitskyi mocno wstrzelił piłkę w pole karne, co przełożyło się na trafienie samobójcze Maimona. Śląsk nie złożył broni i szybko odpowiedział. Widzewiacy nie poradzili sobie z wysokim pressingiem rywali, a futsalówkę, z najbliższej odległości wpakował do siatki Joselito. Gdy wydawało się, że zespoły zejdą na przerwę przy wyniku 1:1, Łodzianie skutecznie rozegrali stały fragment gry. Znów mocno piłkę wstrzelił Rybitskyi, a sprytem wykazał się Filip Marton i Widzew wyszedł na prowadzenie w 20. minucie.

Początek drugiej odsłony stał pod znakiem ataków gości. Wrocławianie kilkukrotnie zmusili do interwencji Michala Hulę, choć gra defensywna czerwono-biało-czerwonych prezentowała się naprawdę nieźle. Niesieni fantastycznym dopingiem Widzewiacy starali się kontrować rywali, aż jedna z nich przyniosła sukces. Jefferson Ortiz najpierw pięknym rajdem minął obrońców gości a później z pomocą kolegów, na raty, wbił piłkę do siatki. W 26. minucie wydawało się, że gospodarze mają spotkanie pod kontrolą. Choć Śląsk szukał swoich szans, nie mógł sforsować linii obronnej gospodarzy. A nawet, gdy to się udawało, na posterunku stał bramkarz czerwono-biało-czerwonych. 

Kluczowa okazała się końcówka. Wrocławianie zdecydowali się na grę bez bramkarza, tym samym wprowadzając dodatkowego zawodnika z pola. Zaskoczyło to Widewiaków, bo chwilę później Joselito znów skarcił Widzew i w 38. minucie zrobiło się nerwowo. Podrażnieni Łodzianie chcieli odpowiedzieć, ale kolejny raz w tym sezonie zabrakło im szczęścia. Po strzale Sebastiana Baco piłka zatrzymała się na słupku. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić - wiemy to nie od dzisiaj. 57 sekund przed końcowa syreną Lion Ribeiro znalazł się sam na sam z Hulą i wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.

W ciągu ostatniej minuty żadnej ze stron nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zdecydowanie to Widzewiacy mogą czuć większy niedosyt. Na 3 minuty przed końcem, ze wsparciem kibiców, prowadzili 3:1 z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie w FOGO Futsal Ekstraklasie. Ponownie zabrakło koncentracji i efektem tego jest tylko jeden punkt. Choć szanować go trzeba, bo w ostatecznym rozrachunku może się okazać niezbędny.

Widzew Łódx Futsal - Jaxan Śląsk Wrocław 3:3 (2:1)

Gole: Maimon 15 (s.), Joselito 17, Marton 20, Ortiz 26, Joselito 38, Ribeiro 40

Widzew Łódź Futsal wspiera Miasto Łódź

Sponsorem Strategicznym sekcji jest ERBI Group

Sponsorem Głównym drużyny jest Panattoni  

Udostępnij
 
9116312