Cookie Consent by FreePrivacyPolicy.com
home

Home

search

Odkryj

groups

Kadra

event

Terminarz

tag

Social Media

Z piekła do nieba w 7 MINUT!

2 miesiące temu | 14.11.2021, 20:27
Z piekła do nieba w 7 MINUT!

Spotkanie z Dynamikiem Toruń już przed meczem zapowiadało się na dobre widowisko, zwłaszcza po wynikach obu drużyn w ostatniej kolejce. To co zobaczyliśmy w hali przy Małachowskiego, wykroczyło jednak daleko poza przedmeczowe oczekiwania!

Drużyna z Torunia podbudowana zeszłotygodniowym zwycięstwem nad wiceliderem We-Metem 9:7, od początku meczu w Łodzi wyszła bardzo wysoko na połowę Widzewa, starając się uniemożliwić swobodne rozegranie akcji od własnej bramki naszej drużynie. Pomysł na zaskoczenie Widzewiaków musiał być zweryfikowany już w 32. sekundzie meczu, gdy po rozegraniu rzutu rożnego, nie do obrony huknął Daniel Krawczyk otwierając wynik meczu.

Torunianie starali się nie tracić czasu i szukali jak najszybszego przeniesienia gry na naszą połowę. Po 4 minutach było już 1:1, gdy Dariusza Słowińskiego zaskoczył strzałem blisko słupka Maciej Dudek. Drużyna Widzewa Łódź szybko otrząsnęła się po stracie bramki, gdy po uderzeniu Michała Bondarenki wyszła na prowadzenie 2:1 już dwie minuty później. Jednak od tej pory zespół trenera Stanisławskiego nieco oddał inicjatywę, mecz się wyrównał i toczył bez klarownych sytuacji podbramkowych. Gdy Widzewiakom już udało się taką wypracować, to zawodziła decyzyjność i brakowało wykończenia akcji strzałem. I właśnie po jednej z takich sytuacji, tracąc piłkę pod polem karnym rywala, drużyna gości wyszła z kontratakiem i wyrównała wynik meczu. W 14. minucie wynik brzmiał już 2:2, za sprawą najskuteczniejszego strzelca Dynamika Toruń - Karola Czyszka. Był to początek dużych kłopotów naszej drużyny, które z biegiem czasu zamieniły się niemal w wyrok skazujący Widzew na pewną porażkę. Ale po kolei.

Po wyrównaniu na 2:2, Widzewiacy zepchnęli drużynę z Torunia głębiej pod ich bramkę. Przy kolejnej akcji zawiązanej kilka metrów od bardzo dobrze dysponowanego bramkarza Dynamika - Jakuba Matczaka, straciliśmy piłkę, a kontratak zakończył się ostrym wejściem Dariusza Słowińskiego w nogi Karola Czyszka, wychodzącego sam na sam z naszym golkiperem. Decyzja sędziego Łukasza Szymczyka mogła być jedna - czerwona kartka dla "Słowika" w 15 minucie.

"Darek stał się trochę ofiarą naszej gry, w której skupieni jesteśmy aż za bardzo na grze w ataku i zapominamy o tym, że trzeba też bronić. Właśnie w takiej sytuacji doszło do ukarania Darka czerwoną kartką" - podsumował ten moment po meczu, trener łodzian.

Do bramki wszedł będący dzisiaj pierwszy raz w tym sezonie powołany do kadry meczowej, wychowanek Akademii Widzewa Łódź, 18-letni Maciej Schmidt, dla którego były to pierwsze minuty w profesjonalnym futsalu, gdyż wcześniej występował jako bramkarz Widzewa w młodzieżowych drużynach na zielonej murawie. Schmidt już w pierwszej akcji wykazał się świetnym refleksem broniąc trudny strzał zawodnika z Torunia. Po meczu trener Stanisławski chwalił debiutanta mówiąc: "Podobał mi się mental Maćka, wszedł bez strachu w tej sytuacji, miał pewne interwencje, a ja jestem dumny z tego, że mogliśmy wprowadzić do gry pierwszego wychowanka Widzewa Łódź. Jest przed nim jeszcze trochę nauki bardziej futsalowych zachowań bramkarza np. w sytuacjach sam na sam, ale to przyjdzie z czasem".

Z czerwoną kartką zakończył ten mecz również zawodnik gości - Kamil Wieczorkowski, co spowodowało grę 4 na 4 przez niemal półtorej minuty. "Żałuję teraz, że nie podjąłem decyzji o grze z lotnym bramkarzem w tym momencie meczu, gdy było dużo miejsca na boisku, kiedy w polu gra toczyła się 3 na 3. To jest niestandardowa sytuacja, gdy gra się tak małą liczbą graczy i nawet rzadko trenuje się coś takiego na zajęciach z drużyną, a gdybym wpuścił wtedy lotnego bramkarza, grając czterema zawodnikami w polu, bylibyśmy w naturalnej sytuacji" - mówił po meczu trener M. Stanisławski.

Schmidt nie miał już jednak większych szans w starciu sam na sam z Maciejem Dudkiem, który wykorzystał kontratak po kolejnej stracie piłki Widzewiaków i braku decyzji o strzale w dogodnej sytuacji. Na przerwę oba zespoły zeszły przy wyniku 3:2 dla gości.

Drugie dwadzieścia minut rozpoczęło się od ataków łodzian i zabójczej skuteczności Torunian, którzy za sprawą kolejnych dwóch goli, rozgrywającego świetny mecz Macieja Dudka podwyższyli swoje prowadzenie na 4:2 w 29. minucie i na 5:2 w 33. minucie. Wówczas trener Stanisławski podjął decyzję o grze lotnym bramkarzem, w rolę którego wcielił się Michał Marciniak. Jak się miało okazać, ta decyzja była strzałem w "10" grającego trenera Widzewa Łódź, bo wejście Marciniaka na 7 minut przed końcem meczu w tę rolę zupełnie odmieniło całe spotkanie.

Nie minęła jeszcze minuta gry, gdy Widzew zepchnąwszy Dynamik głęboko pod własną bramkę, zdobył trzeciego gola po samobójczym trafieniu Błażeja Wacha w 34. minucie. Gol ten był dla naszej drużyny, jak i zgromadzonej na trybunach widowni jak wezwanie do ostatecznego natarcia. Widzewiacy nie pozwolili rywalom na swobodne wyjście z własnej połowy boiska, grając wciąż z Marciniakiem w roli lotnego golkipera. Półtorej minuty później Widzew złapał kontakt z Dynamikiem po tym, jak do pustej bramki, po długiej akcji całego zespołu piłkę wepchnął Maksym Panasenko. Euforia na trybunach rosła, a wyrównanie wydawało się kwestią, jeśli nie sekund, to najbliższych minut.
I rzeczywiście, już dwie minuty później wynik brzmiał 5:5 po golu zdobytym przez Jana Dudka. Hala eksplodowała z radości, a drużyna niesiona dopingiem kibiców weszła w fazę dokończenia dzieła i zabezpieczenia ósmego zwycięstwa w ósmym ligowym meczu. Już w 37. minucie na fali entuzjazmu po wyrównaniu, ale i na fali chwilowej bezradności drużyny z Torunia wywołanej przebiegiem ostatnich minut, Daniel Krawczyk strzelając swoją 13 bramkę w sezonie, wyprowadził drużynę Widzewa ponownie na prowadzenie. Trener Torunian zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem, a Marcin Stanisławski w fazie ataku ciągle korzystał z Michała Marciniaka w tej samej roli. I to właśnie Marciniak, przejmując piłkę na własnej połowie przelobował zawodników Dynamika strzałem dającym dwubramkowe prowadzenie - 7:5 w ostatniej minucie meczu. To samo zrobił jeszcze 4 sekundy przed końcem spotkania Michał Bondarenko, strzałem z własnej połowy boiska ustalając wynik na 8:5 dla Widzewa Łódź.

"Nie mieliśmy dzisiaj wielu sytuacji klarownych, a strzały często oddawaliśmy prosto w bramkarza. Brakowało sytuacji do uderzenia z kąta. Ale dzisiaj kibice mogli zobaczyć dużo aspektów taktycznych występujących w futsalu, daliśmy im dużo emocji i radości, ożywiliśmy publikę i bardzo cieszymy się, że była ta wiara w możliwość zakończenia meczu zwycięstwem. Gra w przewadze jest naszą dużą zaletą i dzisiaj znów to pokazaliśmy, podobnie jak w poprzednim sezonie w Pile, gdy również odwróciliśmy losy meczu, grając bardzo długo lotnym bramkarzem" – podsumował na koniec trener Stanisławski.

Niesamowite emocje i zwroty akcji były reklamą futsalu, co może potwierdzać reakcja zawodników Dynamika Toruń, którzy po meczu brawami dziękowali publiczności za stworzoną atmosferę, sami z resztą otrzymując aplauz od naszych kibiców za stworzenie widowiska na parkiecie. Już teraz zapraszamy wszystkich fanów Widzewa na ostatni mecz domowy, który rozegramy 28 listopada o godz. 16:00 z LZS Bojano. Do zobaczenia!

Widzew Łódź – Dynamik Toruń 8:5 (2:3)

Gole:

Widzew: Krawczyk ‘1, ’38; Bondarenko ‘6 ’39; Panasenko ’35; Jan Dudek ’37; Marciniak ’39; Wach (SAM) ‘34

Dynamik: Maciej Dudek ‘4, ’19, ’29, ’33; Czyszek ’14.

Czerwona kartka: Słowiński ’15, Wieczorkowski 16.

Składy:

Widzew Łódź: Słowiński, Stanisławski, Panasenko, Krawczyk, Marciniak, Schmidt, Jan Dudek, Gąsior, Stegliński, Bondarenko, Kopa

Dynamik Toruń: Matczak, Zieliński, Czyszek, Tokarski, Stolarski, Maciej Dudek, Wieczorkowski, Olkowski, Wach, Gęgotek, Mazerski

Udostępnij